Świadectwo Michała

Ikona MBNP w rodzinie Ewy i Michała

W naszym mieszkaniu na poznańskiej Wildzie na honorowym miejscu wisi obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Jest to stara, licząca około 100 lat oprawiona litografia.

Na odwrocie zachowała się firmowa etykietka „M.Nowicki & R.Grünastel, Poznań Plac Wilhelmowski 3, Zakład artystyczny. Skład obrazów. Paramenta kościelne”. Obraz ten otrzymała od swojej Mamy w wieku 10 lat Maria Karłowska w ich rodzinnym majątku Bronisławki. Maria Karłowska po skończeniu studiów lekarskich prowadziła laboratorium analityczne przy ul. Mickiewicza 36 w Poznaniu. Obraz uratowany we wrześniu 1939 roku zabrała do Warszawy gdzie cudem ocalał podczas Powstania z pożaru mieszkania przy ul. Grójeckiej 32.

O tym wiemy niewiele – zachowała się na odwrocie obrazu notatka Cioci Maruszki (zresztą krewnej swej Imienniczki – bł. Marii Karłowskiej), gdzie pisze tylko „… i po Powstaniu z wypalonego mieszkania przy ul. Grójeckiej 34 nieuszkodzony cudownie!” Cioci nie znaliśmy, więc możemy się tylko domyślać, że ogień Obrazu nie tknął (rzeczywiście żadnych śladów nie ma).

Przed śmiercią Ciocia Maruszka, (bo tak Ją nazywano w rodzinie) podarowała Obraz swej kuzynce Irenie z Karłowskich Gorczyńskiej, mieszkającej w Brwinowie pod Warszawą. Po śmierci Babci Ireny Jej córka, a Mama Ewy ofiarowała go nam – i tak już od kilkunastu lat Matka Boża opiekuje się nami. W zwykłym, codziennym życiu nie ma specjalnie miejsca na wydarzenia niezwykłe, cudowne, chociaż pewnie samo to, że jest ono zwykłe, w miarę spokojne, jest też „cudem dnia powszedniego”.

Czasem przydarzy się coś, co można by uznać za przejaw interwencji Opatrzności; dla nas był to kilka lat temu groźny wypadek, z „dachowaniem” samochodu, z którego cała nasza trójka wyszła bez jednego zadrapania czy siniaka, a samochód miał tylko trochę pognieciony bok – a wypadek zdarzył się na szosie na wysokości Świętej Góry, znanego wielkopolskiego sanktuarium maryjnego. To i jeszcze inne zdarzenia, szczęśliwe przypadki, pozwalają mocniej ufać w opiekę Matki Bożej. To zaufanie z kolei jest bardzo potrzebne, żeby uwierzyć, że wszystkie przeciwności losu i codzienne zmartwienia, których przecież nie brakuje, mają jakiś cel i sens w Bożych planach wobec nas.

Ewa i Michał z Joasią

 

Dodaj komentarz